Archiwum wrzesień 2008, strona 1


wrz 23 2008 Jabłko podniesione w sadzie
Komentarze: 1

 

 

Jak sama nazwa mówi - Sady Żoliborskie – sady posiadają. Przechodząc przez teren, gdzie rosną drzewa owocowe, podniosłem jedno jabłko. Niezbyt duże - i, jak to bywa z jabłkami urodzonymi na drzewach, gdzie nie stosuje się środków chemicznych, - naznaczone drobnymi śladami choroby.

Dzisiaj jabłko to zjadłem. Było smaczne, mimo, że wyglądało na dojrzale od strony szypułki. Słodkie było i smakowało, jak dojrzałe w pełni.

Gdy będę przechodził znów przez sad – park, porozglądam się. Może znów będzie co podnieść.

 

 

 

wiktim : :
wrz 23 2008 Co może oznaczać ten sen – 45
Komentarze: 0

Zanim opiszę sen przypomnę, że w przyszłym tygodniu mamy z b. żoną dokonać podziału majątku w notariacie w S. Notariusza wskazała żona, mimo, że ja wskazałem inną kancelarię. Ona uznała, że wskazana przeze mnie jest zbyt drobiazgowa i dokładna w badaniu dokumentów. Co dziwne, nie przekonało ją to, że ponieważ, gdy zajmowałem się pośrednictwem w handlu nieruchomościami, to tam właśnie wszystko załatwiałem i w związku z tym mogliśmy spodziewać się niewysokiej ceny usługi. No, ale cóż – tak być musi a to moje kolejne, mam nadzieję, że jedno z ostatnich – ustępstwo.

 

We śnie znaleźliśmy się oboje u rejenta właśnie. Pani notariusz była tą samą, która tam urzęduje, tyle, że młodsza o jakieś 30 lat, (czyli w wieku 30 – 40 lat). Siedzieliśmy chyba na jakiejś miękkiej kanapie i zaczęła się procedura. Nietypowo jednak, bo pani notariusz najpierw zapoznała się z naszą propozycją a następnie poinformowała żonę, że jako pozbawiona swojego, od lat, miejsca na ziemi, z mocy prawa może żądać ode mnie zadośćuczynienia w wysokości 15 tys. zł.

Pani notariusz jeszcze mi robiła jakieś aluzje i ogólnie była dla mnie bardzo nieprzyjemna. Doszło do tego, że wstałem z zamiarem wyjścia i zrezygnowania z jej usług. Ona jednak chciała wiedzieć, dlaczego, więc jej powiedziałem, że zachowuje się bardzo stronniczo i nie bierze pod uwagę rzeczywistej sytuacji.

W końcu jednak zostałem. Powiedziałem pani notariusz, że żona zostaje w swoim środowisku, mieszkaniu i ze wszystkim, co dotychczas wypełniało jej przestrzeń życiową. Wówczas żona zaczęła wyliczać moje przewinienia, jak zwykle drobiazgi, dla innych nie stanowiące problemu. Notariusz zapytała, co ja mam do b. żony a ja odpowiedziałem, że nie miejsce tu na t akie sprawy jednocześnie dałem jej do zrozumienia, że to, co przedstawia moja. Żona powinno jej więcej powiedzieć, niż to, co ja mógłbym. Tak jakoś się stało, że mogłem położyć się, więc to uczyniłem. Gdy notariusz powiedziała (już wyraźnie z rozumieniem mojej sytuacji), że powinniśmy przystąpić do procedury, odpowiedziałem, że muszę chwile poleżeć i dojść do siebie po jej ataku i opowiadaniach b. żony.

Gdy tak leżąc, głęboko oddychałem, włączył się budzik w moim telefonie komórkowym.

Jeszcze godne zauważenia ze snu było to, że w trakcie wizyty notariusz była coraz starsza a w momencie mojego przebudzenia była już prawie w tym wieku, co obecnie, czyli dobrze po 60.

 

wiktim : :
wrz 23 2008 W czym tkwi istota problemu?
Komentarze: 1

Wszyscy w rodzinie (także młodsza córka będąc „tam”) widzą jedynie skutek, nie zaś przyczynę. Z ich optyki nie jest ważne, „dlaczego”, ale „że” wyjechałem.

To stare, jak świat niemal, że skutek jest bardziej zapamiętany, niż przyczyna.

Córka przywiozła także, wcale – wbrew pozorom – niepokrzepiającą wiadomość. Zięć i b. żona już nie idą ręka w rękę. Zięć (zdaniem młodszej córki) ma do swojej żony pretensje, że pomaga mojej b. żonie w prowadzeniu firmy a ma przecież dwóch synów. Jej zdaniem zięć uważa, że starsza córka powinna zajmować się dziećmi. Moja młodsza wysnuła wniosek, że zapewne zięć ma do mnie żal, że wyjechałem, co powoduje konieczność pomocy przez jego żonę.

Chyba tu zięć ocenia trafnie, chociaż jednak egoistycznie, że moja żona (przyczyna) i ja (skutek) utrudniliśmy mu ustawienie świata wokół siebie (jako „pępka”) wg. jego koncepcji.

wiktim : :
wrz 23 2008 Jaką przyjąć postawę?
Komentarze: 1

Tradycja rodzinna, wychowanie, jakieś wewnętrzne „ja” wymaga ode mnie wiary w Boga wyrażonego w Trójcy Świętej.

Racjonalizm, wielość „bogów” jedynie prawdziwych (dla różnych nacji) wskazuje zaś, że wiara jest „opium dla ludu” potrzebnym a to do zniewolenia, a to jako siła napędowa a to do przekonania o słuszności swojego działania.

To przemyślenie, potrzebę jego napisania, wywołała lektura Bridy, chociaż tkwi ono we mnie od dość dawna.

wiktim : :
wrz 21 2008 Futbol amerykański
Komentarze: 0

To niedzieli motyw przewodni. Dyscyplinę tą uprawia kolega z nowej, mojej pracy, Z. Lubię ludzi - pasjonatów. Szczerze mówiąc, nie odpowiada mi ”amerykanizacja” życia w Polsce, ale nie przeszkadza mi to w dobrym odbiorze pasjonatów.

Moje pasje zmieniają się, ale zawsze jakaś kieruje (w dużym stopniu) moim życiem..Acha, drużyna kolegi wygrała 20:0 a on sam popisał się najładniejszą akcją meczu. Przebiegł z futbolówką 36 jardów i zdobył 6 pkt. z przyłożenia. To nie lada wyczyn.

wiktim : :